II Pielgrzymka Diecezji Bydgoskiej przed nawiedzeniem kopii obrazu Matki Boskiej Jasnogórskiej z nocnym czuwaniem 17-18 listopad 2010
Drogę pielgrzymowania rozpoczęliśmy od spotkania formacyjnego razem z księdzem Prałatem Andrzejem Kłosińskim. Nastąpiła krótka chwila na modlitwę i błogosławieństwo przed wspólnym wyjazdem. Później pod skrzydłami opiekuna księdza Damiana Pawlikowskiego wyjechaliśmy z terenu kościelnego autokarem. Po drodze zabraliśmy ze sobą pielgrzymów z innych parafii, nie zapominając oczywiście o innych księżach, a także bardzo istotnej postaci o Ojcu Duchownym Zygmuncie Zaborowskim z Wyższego Seminarium Diecezji Bydgoskiej, a także pozostałych klerykach. Pierwszym przystankiem na drodze naszego ziemskiego pielgrzymowania było nawiedzenie Sanktuarium Matki Bożej Gidelskiej. Prosiliśmy o umocnienie wiary i miłości do bliźniego, w tym o uzdrowienie chorych. Celem wędrówki było spotkanie z naszą ukochaną Matką Boską. Przeszliśmy na Wały Jasnogórskie na drogę krzyżową. Nieśliśmy krzyż, który Jan Paweł II przytulał do swojego serca w ostatnich dniach życia. Poprzez dotykanie i całowanie krzyża doznaliśmy wielu łask Bożych. Każdym z osobna poczuł coś wyjątkowego. Było to bardzo podniosłe przeżycie tożsame z pojęciem(katharsis). Wieczorem odbyła się msza święta przed cudownym obrazem Matki Boskiej na Jasnej Górze. Towarzyszyły temu szczególne emocje. Kolejnym punktem pielgrzymki był Jasnogórski Apel. Wydarzenie to różni się znacznie od przeżywania tych chwil przed odbiornikiem telewizyjnym. Nocne czuwanie skorelowane z adoracją krzyża Jana Pawła II dały nam wszystkim niewyobrażalną moc wiary. O północy nadszedł czas na mszę świętą przed cudownym obrazem. Towarzyszyła tym wyjątkowym chwilą wspaniała oprawa muzyczna dzięki młodzieży studenckiej. Wraz z modlitwą różańcową odbyły się rozważania przeplatane śpiewem. Zakończenie czuwania nastąpiło o godzinie 4:00. Byliśmy zmęczeni, a zarazem szczęśliwi. Ostatnim punktem na Jasnej Górze była msza święta o godzinie 6:00. Pożegnaliśmy się z Matką Boską zostawiając jej nasze troski i radości. W drodze powrotnej nawiedziliśmy kolejne święte Sanktuarium Licheń. Na szczególną uwagę w tym miejscu zasługuje kościół Świętej Doroty, w którym dawniej w
ołtarzu głównym umieszczono łaskami słynący wizerunek Matki Bożej Bolesnej Królowej Polski. Inicjatorem odwiedzin tego wyjątkowego miejsca był Ojciec Duchowny Zygmunt Zaborowski, który z wielkim zaangażowaniem opowiadał o świadectwie osoby, która została cudownie uzdrowiona. Będąc tam umocniliśmy się w wierze, lecząc swoje dusze i ciała. Mieliśmy świadomość, że własnymi siłami nic nie dokonamy, ale przy pomocy modlitwy nasza rodzina parafialna była rzeczywistym królestwem Syna Bożego. Mamy nadzieję, że za rok spotkamy się na kolejnej III już pielgrzymce w większej grupie wiernych i oddanych sług Bożych. Szczególne podziękowania należą się księdzu Damianowi Pawlikowskiemu oraz Ojcu Duchownemu Zygmuntowi Zaborowskiemu. Ich niezłomna wiara umocniła nas w duchu i miłości wiary.=============================================================================================
Ks. Proboszcz Andrzej Kłosiński
urodzony 23. 07 1955 r. w Nakle n/Not.
Rozmowa
z proboszczem parafii Matki Boskiej Nieustającej Pomocy Księdzem Andrzejem Kłosińskim.
Gdyby ksiądz mógł
opowiedzieć o swoim rodzinnym domu.
Urodziłem się dawno temu za górami za lasami w Nakle nad
Notecią
To jest moje rodzinne miasto. Wychowywałem się tam do
szkoły średniej włącznie. Co do doświadczeń z dzieciństwa, to przede
wszystkim radość rodziny i bycia z przyjaciółmi. Dane mi było bowiem
wychowywać się w gronie przyjaciół z ulicy ,którzy byli o 6 lat
starsi. Dzięki nim doświadczałem szybko życia dorosłego począwszy od szkoły
podstawowej, do której z resztą oni chodzili. Dzieciństwo spędzałem
zasadniczo nad rzeką Noteć, bo takie były klimaty tamtego czasu, na radosnych
zabawach, a tudzież łowieniu ryb.
Jak przebiegała
droga proboszcza do naszej parafii przez
poszczególne dekanaty?
Kapłaństwo moje rozpoczęło się 7 czerwca 1980 roku. Święceniami
kapłańskimi których udzielił mi i kolegom – 20 -ksiądz Stefan Kardynał
Wyszyński Prymas Tysiąclecia.
Miał proboszcz
poprzednika księdza W. Mielcarka, który był proboszczem
parafii MBNP przez 32 lata jest znany i kochany przez swoich parafian.
Czy nie jest to w jakiś sposób utrudnienie mając takiego poprzednika?
Z jednej strony jest to ułatwienie, bo poprzednik jest i
zawsze w pewnych sprawach można
dokonać konsultacji. Z drugiej zaś strony
trzeba żyć na własny rachunek. Ksiądz Biskup posyłając mnie do tej parafii
powiedział taką oto sentencję: umiesz liczyć, licz na siebie; a że w
społeczeństwie zmiany są nie mile widziane, to i tu początki były jakie były.
Na inauguracji proboszczowania mego w parafii MBNP Ordynariusz powiedział do
zebranych parafian: na nowego Proboszcza nie wolno Wam patrzeć prze pryzmat
odchodzącego Księdza Seniora, bo jest on inny - nie będzie sobowtórem
poprzednika.
Suma sumarum – początki były trudne, ale radosne, twórcze, dające
ogrom satysfakcji. Zawsze bowiem widziałem i widzę nadal, sens takich czy
innych zmian i przemian, które prowadzą - tak myślę - do rozwoju;
poprzez inne spojrzenie na tę samą rzeczywistość. Ewangelia się nie
zmienia, otoczka zaś, którą są warunki kulturowe, urbanistyczne, techniczne
i ekonomiczne, osobowościowe są zmienne. W tych konkretnych uwarunkowaniach,
wciąż ulegających przemianom, mamy żyć i głosić Ewangelię. Od 2000 lat
proces ten dokonuje się w życiu społecznym, w społeczności jaką jest Kościół.
Pojawił się
problem z brakiem miejsca na nowe pochówki na cmentarzu przy ulicy Kossaka.
Teren Nekropoli jest niewystarczający
w stosunku do potrzeb parafii
Czy widzi ksiądz możliwość
rozwiązania takiej sytuacji?
Tak, jest możliwość rozwiązywania, w jakimś stopniu,
tej sytuacji.
Miedzy innymi budowa kolumbarium, żeby przystosować ten
cmentarz do przyjmowania pochówków w urnach, dalej cmentarz nie jest z gumy,
nie rozciągniemy go w żaden sposób; są próby wykorzystania ganków, które
są nieużyteczne, z mego punktu widzenia, bo zajmują miejsce, są to duże
przestrzenie, a zapotrzebowanie parafian jest przeogromne na to, aby bliskich mieć
w zasięgu ręki. Niestety, takiej społeczne myślenie spotyka się ze
sprzeciwem tych, którzy posiadają już groby i chcieli by mieć tę przestrzeń
na spacery.
Jakie Proboszcz ma
plany i wizje związane z parafią MBNP ?
Plany są zawsze
dwojakie: długodystansowe i krótkodystansowe. Długodystansowy plan, to przejść
doczesność- wraz z Parafianami - we współpracy z Jezusem pod okiem Maryi i
odnaleźć się w Niebie.
Wszystkie inne zaliczam do krótkich etapów, które jednak
muszą tu i teraz odzwierciedlać dążenie do szczęśliwej wieczności.
Podejmujemy Przygotowania do setnej rocznicy istnienia parafii. To już tak nie
długo,
Inna data która wyznacza działania, a jednoczenie w pewnym sensie program
duszpasterski – powtórne nawiedziny przez Matkę Bożą Jasnogórską w kopii
Jej Cudownego Obrazu. Pobożność maryjna jest mi i
większość Polaków bardzo bliska. Od dzieciństwa nabożeństwo do
MBNP zaszczepił mi Proboszcz ks. Ignacy Klimacki w rodzinnej parafii; później
Prymas Tysiąclecia z zawołaniem Soli Deo per Maryjam.
Trwa w Polsce Druga Peregrynacja Matki Bożej w kopii jasnogórskiej ikony. Za
16 lat + takie s plany, będziemy gościć MB w u nas. Wydarzenie to wpisuje się
bardzo mocno w program duszpasterski, który chciał bym tu
realizować + z reszta już realizuje bo od niespełna roku w tym duchu są
msze święte w każdą sobotę o godzinie 8 ku czci Matki Bożej Królowej
Polski. Jest to sygnał, znak dla parafian mówiący o tym, iż przygotowując
się na jej kolejne nawiedziny tej społeczności +możemy w Jej szkole uczyć
się życia z wiary.
Czy ksiądz
zastanawiał się w jaki sposób można zaangażować młodzież w sprawy kościoła,
parafii?
Tak To jest priorytetowa sprawa, bo jak ojciec święty Jan
Paweł II często nam powtarzał, mówiąc wtedy do nas młodych, a to się
odnosi teraz do was młodych, młodzież
jest przyszłością i narodu i kościoła i jeżeli zaniedba się
formowanie młodych w duchu patriotycznym i religijnym,to takie będziemy mieli
później losy narodu, ojczyzny i Kościoła.
Ciężko jest nie
zgubić się w tych czasach, zatracić siebie.
Niestety + można się zagubić ponieważ ten świat
wyzbywa się jakichkolwiek wartości po za jedną + materią, to jest wartość
ułudna, choć potrzebna do normalnego funkcjonowania w świecie.
Jednak nie najważniejsza
Oczywiście jeżeli nie będzie na pierwszym miejscu człowiek
+zaraz po Bogu +no to wszystko się rozwali. Bóg i człowiek + wszystko inne na
sobie właściwym miejscu jako dane człowiekowi.
Zbliżają się
wybory samorządowe czego proboszcz życzy przyszłemu Prezydentowi i przyszłym
radnym?
Wybranym życzę pasji, która polega na umiłowaniu małej
ojczyzny jaką jest miasto Bydgoszcz, a tym samym i Bydgoszczan, bo wszystko
inne z miłości wypłynie i będzie dobrem wspólnym.
MOJA
PARAFIA
konkursowa praca
P. Marii Miławskiej
"
Matko Boska Nieustającej Pomocy, z największą ufnością przychodzę dzisiaj
przed Twój święty obraz, aby prosić o pomoc Twoją. Nie liczę na moje zasługi
ani na moje dobre uczynki, ale tylko na nieskończone zasługi Pana Jezusa i na
Twoją niezrównaną miłość macierzyńską(....)".
To fragment tzw. MODLITWY RZYMSKIEJ I rozpoczynający w każdą środę tygodnia
Nowennę do Matki Bożej Nieustającej Pomocy, która jest patronką mojej
parafii - kościoła przy ul. Ugory 16 w Bydgoszczy. Moja przynależność do
tej wspólnoty parafialnej trwa już ponad ... 50 lat. 15 sierpnia 1954 r. tu
otrzymałam sakrament Chrztu św. Wśród rodzinnych fotografii zachowała się
i ta, która przedstawia moich rodziców chrzestnych (już nieżyjących; matka
chrzestna pochowana jest na cmentarzu parafialnym przy ul. Kossaka), stojących
przed grotą Matki Bożej, tuż obok kościoła. Na ich rękach ozdobna poducha,
pod którą "kryję się" ja - tak należy wierzyć, bo przecież tego
wydarzenia nie mogłam jeszcze zapamiętać. Na Chrzcie św. otrzymałam imiona:
Maria Anna. Moja Mama zawsze mi powtarzała:" Pamiętaj, że Święto
Wniebowzięcia NMP, dzień twoich imienin, to także pamiątka twego Chrztu św."
Te słowa zachowały się w mej pamięci; nie zachowała się natomiast żadna
pamiątka - typu życzenie, gratulacje. Znamienne.....
Myślę, że z racji ponad półwiecznego związku z tą parafią, mam pełne
prawo nazywać ją MOJĄ PARAFIĄ. Jest to przywiązanie bliskie związkom,
jakie łączą rodzinę i są bardzo "swojskie". Zresztą - historia
mojej rodziny w kwestii religii wiąże się z kościołem "przy
Ugorach" nierozerwalnie. Przyszłam na świat jako czwarte dziecko swoich
rodziców; brat był starszy ode mnie o 19 lat, siostry - kolejno o 16 i 15 lat.
Moje rodzeństwo udzielało się już w życiu parafii: brat był ministrantem,
siostry należały do zgromadzeń młodzieżowych.
Natomiast Mama była członkinią Straży Honorowej - i o ile dobrze pamiętam
zgromadzenia Matek Różańcowych. Jako 7-latka zapamiętałam ślub mojej
najstarszej siostry, który oczywiście miał miejsce w naszym kościele, a związek
błogosławił ówczesny proboszcz - ks. Czesław Rólski. Pamiętam także i
to, że odwiedził nas w trakcie wesela. Jako dzieciak dziwiłam się - i oczywiście
głośno podzieliłam się tym spostrzeżeniem z gośćmi, powodując ich śmiech:
"A ksiądz się nie bawi, tylko rozmawia z Tatą...." Tu należałoby
dodać, że wesele odbywało się w domu, w którym się urodziłam, i w którym
mieszkam do dzisiaj - już z własną rodziną.
Wzrastałam w domu przywiązanym do tradycji rodzinnych, religijnych. Niedziela
była świętem całej rodziny, nie było mowy o opuszczeniu Mszy świętej, nie
było mowy o jakiejkolwiek pracy. Często gromadziliśmy się przy wspólnym
stole- wszyscy pamiętamy niedzielne popołudnia przy "maminych"
ciastach;
jej drożdżówka była nie do podrobienia! Podobnie rzecz się miała z najważniejszymi
świętami: Bożego Narodzenia, Zmartwychwstania Pańskiego. Nikt nie wyłamał
się z Wigilii u Mamy, a potem Babci. Ileż teraz wspomnień z tych spotkań:
spożywania wieczerzy, śpiewania kolęd, wyprawy na Pasterkę, a w Wielkanoc
porannego wstawania na Rezurekcję. Ponieważ byłam najmłodsza, najdłużej
mieszkałam z Mamą do jej nagłej śmierci w 1985 r.; tato zmarł, gdy miałam
17 lat. Mamie zawdzięczam to, że wiara nie jest dla mnie tylko
"przekazaniem pałeczki"- ona nauczyła mnie żyć wiarą. Pamiętam ją
modlącą się w domu, ale pamiętam także jej szczególne przywiązanie do
patronki naszej parafii- MATKI BOŻEJ NIEUSTAJĄCEJ POMOCY. Środa wieczorem była
zarezerwowana dla NIEJ. Od kiedy tylko - jak mówiła Mama - siedziałam w kościele
.... grzecznie (sic!), uczestniczyłam w nowennach. Wpatrywałam się w obraz
Matki Boskiej; i ten w ołtarzu głównym, i ten w bocznej nawie. Jako dziecko tłumaczyłam
po swojemu elementy tego obrazu. Matka Boska była dla mnie bardzo poważna, bez
uśmiechu - czyżby nie lubiła się uśmiechać? - myślałam. Tylko te oczy -
smutne, zamyślone..... Mały Jezus był pogodny i - tak wtedy rozumowałam -
jak każde dziecko - spiesząc się do matki, nie zawiązał do końca bucika.
Dzisiaj już wiem, że inaczej czytamy tę ikonę, że wszystkie jej elementy
mają swoje znaczenie. Kolorystyka ubioru postaci, czyli cesarskie szaty Maryi,
a królewskie Jej Syna; napis głoszący "Matka Boga, Bogurodzica" (śpiewamy
ten hymn na początku niedzielnej Mszy św.); symbole przyszłej męki Pana w dłoniach
archaniołów. To, że Maryja swoją ręką wskazuje na Jezusa, świadczy o tym,
że nas do Niego prowadzi A Jezus trzyma się kurczowo tej dłoni; to dla nas
wskazówka: Jej należy oddać swoje troski, u Niej szukać pocieszenia, a Ona
ofiaruje w zamian swoją macierzyńską miłość i wstawiennictwo u Boga.
(....) błagam najgoręcej - wyjednaj mi u Twego Boskiego Syna tę łaskę, o którą
w tej nowennie pokornie proszę, (....) to kolejny fragment modlitwy.
Ileż próśb, błagań, problemów, trosk złożono już u tego obrazu, u stóp
Matki Boskiej, ileż podziękowań za otrzymane łaski (choć tych jest zawsze
mniej, bo dziękować to tak nam trudno....). Kiedyś modliliśmy się także słowami
MODLITWY RZYMSKIEJ II w intencjach całego Kościoła: " Tym razem jednak
nie proszę za sobą, lecz za braćmi i siostrami moimi, którzy tutaj są
zebrani wraz ze mną przed Twoim cudownym obrazem. Proszę za całym Kościołem
- wejrzyj Królowo Świata, jak wielka jest liczba potrzebujących, smutnych i
cierpiących. Popatrz, jak ciężkie są nasze czasy(...)" Dzisiaj te
modlitwy mają bardziej formułę swoistej litanii.
Poczytuję sobie za wielki zaszczyt to, że w tej parafii, w której króluje
Matka Boska, przyjęłam po Chrzcie św., następne sakramenty. Tu przystąpiłam
do Pierwszej Komunii Świętej, tu otrzymałam sakrament Bierzmowania. 4
sierpnia 1984r. zawarłam związek małżeński, który błogosławił ks. prałat
Władysław Mielcarek - wtedy proboszcz tej świątyni. Należy dodać, że mój
mąż też pochodzi z parafii pod wezwaniem Matki Bożej - z Góry Karmel na
bydgoskim Miedzyniu. A kiedy przyszły na świat moje córki - poszerzyły
rodzinę parafialną: obie były chrzczone w tym kościele, obie tu przyjęły
Pierwszą Komunię Św. otrzymały sakrament Bierzmowania.
Wszystko działo się i dzieje pod skrzydłami Nieustającej Opieki. I w tę
opiekę WIERZĘ, Jej wszystko ZAWIERZAM. W życiu bywało różnie. Młodość
była "durna i chmurna", wadziła się z Bogiem. Potem lata pracy (wytężonej
), opieki nad dziećmi, troski o dom, utrzymanie, najbliższych - trzeba przyznać
- ograniczyły "środowe spotkania z Matką". Teraz nastąpił powrót,
zrozumienie, że TA DROGA DO BOGA jest najwłaściwsza. Stało się tak również
za sprawą księży, którzy pracowali lub pracują obecnie w tej parafii.
Wymieniłam już poprzednich znanych mi proboszczów. Od dwóch lat funkcję tę
pełni ks. Andrzej Kłosiński. Trudno byłoby wymienić z nazwiska wszystkich
pozostałych kapłanów - przez te kilkadziesiąt lat uzbierało się ich wielu.
I chyba nie o nazwiska tu chodzi. KAŻDY z nich dorzucił swoją cegiełkę do
tego kościoła, który tyle lat budowałam w sobie.... Czynili to bezwiednie -
w różny sposób, różnymi metodami swojej posługi. W moim dzieciństwie i w
czasach szkolnych - poprzez pracę katechetyczną, w życiu dorosłym poprzez służbę
spowiedniczą, jako celebransi Mszy św., nabożeństw lub w trakcie głoszonych
kazań, homilii. Za to wszystko: po staropolsku i po chrześcijańsku - BÓG ZAPŁAĆ.
Moje wspomnienia sięgnęły aż do czasów wczesnego dzieciństwa. Bo to źródło,
z którego czerpię. Nie oznacza jednak zatrzymania się w wierze na tym etapie.
Istnieje dojrzałe dziecięctwo; takie, które ze wszystkim każe uciekać się
pod mądrą opiekę i niewyczerpaną miłość - MATKI BOŻEJ NIEUSTAJĄCEJ
POMOCY.
" Do Ciebie Matko szafarko łask,
błagalne pienia wciąż płyną.
Twa dobroć świeci nad słońca blask
Nadzieją Tyś nam jedyną
W cierpienia czas, pomocą darz
I nieustannie ratuj nas ."
„Czyż nie wiecie, żeście świątynią
Boga i że Duch Boży mieszka w was? (...) Świątynia Boga jest świętą, a
wy nią jesteście.” 1.
List do Koryntian Świątynie na moich wakacyjnych
szlakach, czyli glosa do tekstu „MOJA PARAFIA”
Świątynie. Dzisiaj częściej używamy określeń: kościół, kościół
parafialny, parafia, katedra, bazylika, kaplica. Świątynie, a więc miejsca święte,
które wiążą się z wiarą. „Są znakiem Bożej obecności i Bożego
zamieszkania pośród nas, świadectwem bliskości Boga (...)”.
Tę bliskość szczególnie odczuwamy poprzez związek ze swoją parafią,
poprzez przynależność do tej wspólnoty, poprzez uczestnictwo w jej życiu
– modlitewnym, eucharystycznym, obrzędowym.
Okres wakacyjny to czas odpoczynku. Każdy ma swoje sposoby na
organizowanie tego czasu wolnego. Dla jednych to poszukiwanie miejsc wyciszenia,
dla innych czas „poszukiwania siebie” w zgiełku otaczającego świata. Ale
jakąkolwiek formę wypoczynku człowiek by nie wybrał – wszędzie
znajdzie... ŚWIĄTYNIE.
Pierwszą część mojego letniego wypoczynku czerwcowego spędziłam w
Krakowie. Nietrudno wymienić te kościoły, do których pędzą tłumy (zresztą
ja wśród nich też byłam!): Kościół Mariacki, Katedrę Wawelską, Bazylikę
Ojców Paulinów „Na Skałce”, Bazylikę Dominikanów, Sanktuarium Miłosierdzia
Bożego w Łagiewnikach itp. Więcej miejsca pragnę poświęcić kościołowi
szczególnemu....
Dane mi było mieszkać w klasztorze oo. Redemptorystów, znajdującym się
w krakowskiej dzielnicy Podgórze (tu ukłon w stronę o. Marka za
zorganizowanie tego pobytu). Okazało się, że – jak to się mówi – „za
ścianą” znajduje się SANKTUARIUM... MATKI BOŻEJ NIEUSTAJĄCEJ POMOCY.
Dla mnie, osoby, która tak ceni sobie przynależność do parafii pod
tym samym wezwaniem, było to swoiste „zrządzenie losu”.
W klasztorze „na górce” Redemptoryści rezydują od 1903 r. (wtedy
budynek klasztoru został oficjalnie oddany do użytku). W jego kaplicy
umieszczony został wizerunek Matki Bożej Nieustającej Pomocy, który aż do
dzisiaj odbiera cześć, ale teraz już w ołtarzu głównym kościoła.
Po wybudowaniu klasztoru przystąpiono do wzniesienia świątyni, którą
ukończono w 1906 r. Oczywiście od tamtego czasu wiele się w niej zmieniło.
Na przygodnym wiernym wrażenie wywiera pieczołowicie wykonany wystrój wnętrza,
piękna budowla. Jest to trójnawowa bazylika z nawą poprzeczną i pięciobocznie
zamkniętym prezbiterium. Do kościoła wchodzi się przez arkadowy portal,
obramowany dwiema niewysokimi wieżami. Po wejściu do sanktuarium od razu uwagę
przyciąga piękny neogotycki ołtarz główny. Ma kształt strzelistego frontu
kapliczki, małego kościółka.
Jak czytamy w przewodniku ołtarz główny „jest dziełem Stanisława
Wójcika, ze szkoły rzeźbiarskiej w Zakopanem, a wykonany został w latach
1907-08 według projektu Jana Sasa – Zubrzyckiego.” W nim umieszczono
łaskami słynącą ikonę Matko Bożej Nieustającej Pomocy, patronki kościoła.
Obraz otacza bogata, złocona rama, złożona z kwiatów i liści
passiflory. To złocenie, a pewnie i także właściwe oświetlenie sprawiają,
że obraz jest bardzo „czytelny”: to ONA przemawia do tego, kto przyklęknie
przed Jej obliczem, nawet za zamkniętymi, choć przeszklonymi drzwiami świątyni...
Na bocznych skrzydłach ołtarza wyrzeźbione są radosne tajemnice różańcowe,
na górze strzelisty baldachim z figurą Pana Jezusa, po bokach figury świętych:
Stanisława i Jozafata.
Tak, jak w naszej parafii na Szwederowie ,i tam w środowy wieczór
wierni (nie tylko z Podgórza, ale z całego Krakowa) gromadzą się na Nowennie
ku czci MB Nieustającej Pomocy. Na nabożeństwo składają się te same
modlitwy, którymi i my czcimy Maryję: Modlitwa Rzymska I, prośby i podziękowania
(własne i litanijne), pieśni (wśród nich: „Do Ciebie, Matko, Szafarko łask”).
Nowością były dla mnie Godzinki do MB Nieustającej Pomocy śpiewane przed
nabożeństwem, a także procesyjne wprowadzenie kopii obrazu do kościoła
:podczas modlitw BYŁA blisko swych czcicieli...
Na koniec wypowiedź z 1991 r. naszego Wielkiego Jana Pawła II: „W
czasie okupacji hitlerowskiej pracowałem w jednej z fabryk w Krakowie. Po
pracy często wstępowałem do Kościoła Redemptorystów, który mijałem w
drodze do domu. W kościele tym modliłem się przed obrazem Matki Bożej Nieustającej
Pomocy, który uważałem za wyjątkowo piękny. Będąc już kardynałem
dalej chętnie odwiedzałem kościół i ten obraz. Często odprawiałem tam
nabożeństwa, udzielałem Komunii”.
I ja nie zapomnę porannych Eucharystii sprawowanych w tej świątyni w
JEJ OBECNOŚCI, która w szczególny sposób była dla mnie znacząca...
Bezpośrednią inspiracją do napisania tego tekstu stała się jednak
zupełnie inna świątynia, a właściwie wystawa zorganizowana w podziemiach
tej świątyni.
Kolejny tydzień wakacyjny spędziłam w Zakopanem. Jestem tam każdego
roku. Nie wyobrażam sobie wypoczynku bez wyprawy w góry (nie mylić ze
zdobywaniem wysokich szczytów!); ja chodzę po górach, a nie zaliczam kolejne
wzniesienia, ale potrzebuję tego „jak ryba wody”! Uciec od ciągnących
sznurkiem wczasowiczów, zaszyć się w takim miejscu, gdzie cisza i tylko... piękne
widoki; błogosławiony to czas i moment! I tam też odnajduję świątynie;
począwszy od tych największych: Matki Bożej Fatimskiej na Krzeptówkach, kościoła
parafialnego pw. Świętej Rodziny, Kościoła św. Krzyża, po te najmniejsze:
Matki Bożej Królowej Tatr na Wiktorówkach, kaplicy ss. Albertynek na Kalatówkach,
ss. Urszulanek w Jaszczurówce – („baza” Karola Wojtyły w trakcie wypraw
na narty).
Jednak każdy sezon w Zakopanem otwieram wizytą w Kaplicy
Witkiewiczowskiej na Jaszczurówce Witkiewiczowskiej, bo powstałej 100 lat temu
( w tym roku był obchodzony uroczyście zaszczytny jubileusz) wg projektu
Stanisława Witkiewicza w tzw. stylu zakopiańskim. Stojącą na niewielkim
wzniesieniu budowlę, tuż przy ruchliwej trasie do i z Morskiego Oka (i nie
tylko), której budulec stanowi głównie drewno, zawsze witam tak samo: znowu
tu jestem! Wchodzę do kaplicy – drzwi zawsze są otwarte! Wszystko takie, jak
co roku; nawet zapach drewna ten sam. Najpierw modlitwa, szczególnie do Serca
Pana Jezusa, znajdującego się w ołtarzu, potem próba podsumowania: jakich
dokonano renowacji. Następnie chwila odpoczynku na tarasie, rzut oka na
okoliczne lasy i ... mimo hałasu samochodowego – i niestety czasami turystów
– wyciszenie.
Po tych medytacjach schodzę do podziemnej kaplicy, gdzie od kilku lat w
miesiącach letnich Księża Marianie otwierają Galerię Religijnej Sztuki
Ludowej im. Jana Pawła II. Na tejże wystawie prezentowane są malowane na
szkle prace najznakomitszych podhalańskich artystów. Każdego roku wystawie
towarzyszy temat przewodni. W tym roku XX wystawa malarstwa na szkle podporządkowana
została hasłu: ŚWIĄTYNIA.
„Świątynia – coś więcej niż tylko pomnik architektury (...).
Kim bylibyśmy bez obecności świątyń w krajobrazie naszych miast i wsi?
I Kim byłby dla nas Bóg? Ale są – majestatyczne surowe gotyckie
katedry, zdobione kościoły baroku, wreszcie małe drewniane kościołki,
gdzieś na uboczu”.
Oczywiście najwięcej eksponowanych prac przedstawiało Witkiewiczowską
Kaplicę – to chyba swoisty ukłon z okazji jej stulecia. Oprócz obrazów różne
eksponaty, które kojarzą się z kościołem, jego wyposażeniem, jego
artystyczną projekcją. W tym roku nie nabyłam żadnego obrazu – zresztą
mam już w domu dwie wersje Kaplicy Witkiewicza: letnią i zimową. Często na
nie spoglądam...
Takie były świątynie na moim wakacyjnym szlaku. Wyjeżdżając,
zostawiłam rodzinną, bliską mi parafię. Dotarłam do świątyń równie
znaczących. Może zgodnie z myślą organizatorów wystawy: „Oby tegoroczna Wystawa prowadziła nad
do świątyni, do Kościoła, do doświadczenia Bożej obecności – do pewności,
że nigdy nie jesteśmy sami.”
NIE BYŁAM SAMA na wakacyjnych szlakach, nie jestem sama po powrocie do
domu... Mam SWOJE ŚWIĄTYNIE. Maria Miławska Cytaty
zaczerpnęłam z: Sanktuarium
Matki Bożej Nieustającej Pomocy, Wyd. Turyst. Kraków 2006
praca jest publikowana za wiedzą i zgodą Autora, któremu serdecznie dziękujemy za jej udostępnienie
Jak donoszą na łamach „Przewodnika Katolickiego” (nr 2/2008r.): „Sanktuarium Czarnej Madonny nawiedziło w ubiegłym roku ok. 4,5 mln pielgrzymów”. Od razu myśl: wśród tej milionowej rzeszy była też grupa z naszej parafii! Co prawda – nie pieszo, lecz autokarem – udaliśmy się do Częstochowy 27. października 2007 roku. Wyprawę zorganizował i przewodniczył jej ks. Damian Pawlikowski.
Wyjazd nastąpił wczesnym rankiem, ale wszyscy zgromadzili się punktualnie o wyznaczonej porze. Bogu i Matce Najświętszej oddaliśmy się pod opiekę, prosząc w modlitwie o szczęśliwą podróż. Cała droga upłynęła na modlitewnych rozważaniach (Różaniec, Koronka do Miłosierdzia Bożego), na radosnym śpiewie, na przyjacielskich rozmowach z towarzyszami wyprawy. W ten sposób budowaliśmy wspólnotę, której celem była wizyta na Jasnej Górze.
I wreszcie tam dotarliśmy – choć nieco spóźnieni, ale zdążyliśmy na jedną z przedpołudniowych Mszy św. Mimo tłoku i ścisku, każdy starał się znaleźć miejsce tak, by... BYĆ JAK NAJBLIŻEJ, tuż przed Cudownym Obrazem. Ile razy by tam nie przychodzić, czy przyjeżdżać, wrażenie zawsze to samo: świadomość spotkania z KIMŚ WAŻNYM, a jednocześnie poczucie przebywania w otoczeniu KOGOŚ dobrego, spokojnego KTO jakby słuchał tylko mnie, choć wiadomo, że słucha wszystkich: setki ludzi stojących obok, w bazylice, w okolicznych kaplicach... Tymczasem rozpoczyna się wspólna modlitwa podczas Eucharystii. I znowu myśl o tym, że dobrze być tu z grupą znajomych, reprezentować swoją parafię, widzieć swojego kapłana jako jednego z celebransów Mszy św. Skupienie i uwaga w trakcie kazania, wzruszenie w trakcie Komunii Św., a potem indywidualna rozmowa z Matką Bożą.
Po odpoczynku ponowne spotkanie we wspólnocie na Wałach, by odprawić Drogę krzyżową. Zamyślenia przy poszczególnych stacjach kierowane tekstami rozważań, modlitwą. Przemijanie życia... Nawet przyroda to odzwierciedlała: wokół piękne drzewa pokryte jesiennymi liśćmi; coś się znowu chyli, kończy, ale przecież... wstanie do życia, odnowi się, wejdzie w kolejny etap, ożyje... Nam też trzeba ożywienia...
W oddali słychać następne grupy: modlą się, śpiewają. Mówiąc prawdę: na Jasnej Górze zawsze tłumy, gwar, ruch, nawet zabieganie. Jednak o ile w mieście nas to drażni, w tym miejscu dzieje się to gdzieś obok nas; bo w nas SPOKÓJ, spowolnienie, nawet zadowolenie.
Może zdążyliśmy powiedzieć Matce Najświętszej z Jasnej Góry wszystko, może trochę, a może nic ważnego... Oddaliśmy w jej ręce nasze problemy i sprawy z pełną ufnością, że je wysłuchała, z pełnym zawierzeniem, że wszystko PRZEZ NIĄ, za SPRAWĄ JEJ orędownictwa za nami.
Takie doświadczenie wspólnoty parafialnej ” poza parafią” buduje i umacnia. Tym bardziej, że jechaliśmy od Matki Bożej Nieustającej Pomocy do Matki Bożej Częstochowskiej. Pojechaliśmy z wizytą, zawożąc w darze jedynie swoje podziękowania i prośby. To my wróciliśmy obdarowani: mocą JEJ wspomożenia, pełni ufności i silni WIARĄ... Na jaki czas wystarczy tego pozytywnego „naładowania”? Myślę, że do następnej pielgrzymki......
Maria Miławska